Decyzje oka
Kiedy zaczynałam uczyć się fotografii mając 14 lat, największym wyzwaniem, już po opanowaniu technicznej strony analogu, było uchwycenie nastroju, światła i intymności, które widziało moje oko.
Wychowywałam się w małym miasteczku, otoczona przyrodą, jeziorami i lasami. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałam, ale to tam budował się mój fundament. Dziś jestem ogromnie wdzięczna za to, gdzie stawiałam swoje pierwsze twórcze kroki, bo moim największym sprzymierzeńcem była i ciągle jest natura, ta cicha, zniewalająca i kojąca.
Dorastając, wszystko chłonęłam okiem. Układałam w myślach nieskończone kompozycje, ale gdy przychodził moment decyzji, rzeczywistość w obiektywie zawsze wymykała się mojej wyobraźni. Oko zawsze widziało inaczej, szerzej. Musiałam więc nauczyć się wybierać. To były moje pierwsze lekcje uważności: który ułamek sekundy jest tym jedynym? Zaczęłam podejmować moje pierwsze fotograficzne decyzje: Co chcę opowiedzieć? Co chcę zapamiętać i co najważniejsze co chcę, by poczuli inni?
“I choć żyjemy dziś w zupełnie innych fotograficznych czasach, ja pozostaję wierna tamtym poszukiwaniom. Wciąż gonię za idealnym światłem i tym jednym momentem, który zatrzyma wzrok i pozwoli na głębszy oddech.”
Zawsze zależało mi na tym aby oddać swoje emocje, pokazać, jak interpretuję świat, co mnie uwodzi, zachwyca i wzrusza.
Gonię za tymi emocjami od lat. Szukam ich w mojej pracy, w podróżach, w dziełach innych artystów. To niekończąca się przygoda. Mam wrażenie, że im więcej odnajduję, tym mniej wiem i tym więcej wciąż jest przede mną.
Dzisiaj, kiedy wchodzę z aparatem w zaprojektowaną przez kogoś przestrzeń, czuję tę samą ekscytację, co przy moich pierwszych klatkach na kliszy. Wnętrze to dla mnie krajobraz, tylko zamknięty w czterech ścianach. Nadal muszę decydować co zostawić, a co pominąć, by nie zagłuszyć tego, co w projekcie najważniejsze. Często moją najważniejszą decyzją nie jest to, co pokazać, ale z czego zrezygnować. Pozwalam, by kadr oddychał, by między fotelem a oknem zaistniała cisza. Nie szukam hałasu, szukam momentu, w którym światło i materiał przestają ze sobą walczyć, a zaczynają tworzyć jedność.
„Bo w fotografii, tak jak w życiu, najbardziej liczy się to, co dzieje się między światłem a cieniem.”
Moje dzisiejsze decyzje fotograficzne to powrót do tamtych pytań sprzed lat: co chcę zapamiętać? Nie zależy mi na katalogowej dokumentacji metrów kwadratowych. Chcę uchwycić to, jak słońce przesuwa się po fakturze ściany o trzeciej po południu i jak ta chwila zmienia charakter całego wnętrza. Bo wierzę, że fotografia wnętrz to nie tylko pokazywanie designu, to przede wszystkim zapisywanie emocji, jakie ten design w nas buduje.
Po więcej zapraszam na platformę Substuck gdzie szerzej opisuję moją prace i jej kulisy.
Leave a comment